Pamięć o wybitnych - prostych ludziach związanych z Gnieznem
Dodane przez admin dnia Październik 18 2011 12:00:00
Oczywiście mógłbym temat plebiscytu Wybitni Gnieźnianie poruszyć w swoim felietonie. Przyznam jednak, że pomysł wyboru spośród tych, którzy kiedyś rodzili się w Gnieźnie, chadzali naszymi ulicami, tu działali, realizowali swoje pasje bardzo mnie ucieszył. Organizacja „Szlak Piastowski” i portal informacjelokalne.pl robią organizując taki plebiscyt kawał ważnej roboty. Pamięć to przecież jedyna rzecz jaka może tych ludzi ocalić. Nie wnikam teraz nawet w sam regulamin, urodzeni lub mieszkający, działający tu wystarczająco długo... Dlaczego wymądrzam się na ten temat? Odpowiedź jest prosta, wolałbym zamiast pomnika Azerbejdżanu – nawet darmowego, zobaczyć na rogu Farnej i Rynku skromną postać grającego na dudach Leona Galińskiego, gdzieś może przy wejściu do eSTeDe siedzący Sławek Kuczkowski a na „Budulcu” Alfons Flinik z kijem hokejowym a na ławeczce naprzeciwko wejścia do kościoła Franciszkanów siedzącego św. Maksymiliana Kolbe.
Treść rozszerzona
Do napisania tego artykułu w pierwszej osobie i liczbie pojedynczej, a nie w przyjętej bezosobowej formie informacji prasowych skłoniło mnie między innymi duże zainteresowanie Czytelników. Wystarczy spojrzeć na różnorodność propozycji nadsyłanych do redakcji, by zauważyć tę pozytywną potrzebę pamiętania. Jedną z bolączek Gniezna, pozornie tylko marginalnych jest coś co fachowcy nazywają nazywają nie wykorzystaniem kapitału ludzkiego. To określenie dotyczy oczywiście zagadnienia dbałości o żyjących fachowców i jakkolwiek źle brzmi określenie działaczy czy aktywistów. Żyjący są jednak w pewnej mierze sami sobie winni – pozwalając na taką marginalizację, nie tworząc swoistego lobby na rzecz kultury, dobroczynności czy dobrze pojętej aktywizacji sportowej i innych dziedzin. Ci którzy odeszli nie mają już możliwości wywierania nacisku. Myślę, że dobrze się więc dzieje, że Czytelnicy informacji lokalnych pamiętają o nich. Oczywiście wymienione przeze mnie postaci nie wyczerpują listy ludzi, których dobrze byłoby spotkać na naszych ulicach choćby w takiej formie jak Stary Marych z damką w Poznaniu.

Wystarczy popatrzeć na tych już zgłoszonych by nie dać sobie wmawiać, że to miasto nie miało swoich bohaterów, budująca jest też wspomniana już rozpiętość dziedzin którymi się zajmowali. Od Bolesława Kasprowicza przemysłowca o człowieka oddanego sprawie niepodległości zaczynając do burmistrza niemieckiego pochodzenia Franza Machatiusa. Pomiędzy nimi tak wielu, których jeszcze pamiętamy: Siostra Felicja – przecież dziś jeszcze wielu wspomina jej serce dla biednych i odrzuconych. Ludzie kultury, którzy wielu z nas kształtowali: Leon Galiński – potężna postać jakże wpisana ze swoimi dudami w naszą wielkopolską tradycję. Klemens Waberski dobrze, że już upamiętniony przez patronowanie MOK-owi. Sławek Kuczkowski, który przez publikacje w TOPOS-ie, mural w eSTeDe i tomik wierszy został z nami, choć przecież nadal jakby niedoceniony. Tomasz Sacha – lider formacji jazzowej rodem z Gniezna – tak Prowizorka Jazz Band swego czasu była europejska potęgą jazzu tradycyjnego. Jeśli już przy prowizorce jesteśmy, nie zgłoszony póki co w konkursie Zbyszek Łuczak wspaniała choć dramatyczna postać... Przecież tych ludzi jeszcze niedawno spotykaliśmy, rozmawialiśmy z nimi... Nie z braku szacunku nie piszę o tych o których obecności przed laty pamięta się oficjalnie.

Co do świata polityki, na nim kompletnie się nie znam. Pewnie tylko starostę Jacka Marciniaka bez wątpienia zaliczyłbym do osób wybitnych. Z prostej bardzo przyczyny, tej klasy połączonej z prostotą nie spotkałem ani wcześniej ani później. W świecie samorządu lokalnego człowiek, który niesamowicie oczytany, słuchał wspaniałej muzyki, miał wiele pasji. Bywał dosadny, a jednak potrafił rozmawiać z każdym... Z działaczami społecznymi, przyznam się mam zawsze problem i chyba nie dlatego, że ich nie szanuję. Gdybym miał mówić o aktywnych społeczno-politycznie oczywiście boli brak pamięci o Macieju Szczerkowskim. Poza tym co robił jako nauczyciel, poza jego pracą teatralna z młodzieżą wciąż dziwię się jak nie pamiętamy ze był wśród 10 sygnatariuszy Studenckiego Komitetu Solidarności już w 1978, kiedy to naprawdę było realna groźbą represji. Gdybym miał poszukać wśród duchownych zdecydowanie brakuje mi ks. Zenona Rubacha, chyba pierwszego, który tak bardzo otworzył się przed laty na młodzież... To oczywiście moje osobiste strzępy pamięci. Nie wymieniam wszystkich, o których myślę.

Cieszy fakt, że za wybitnych wielu Czytelników uznaje właśnie tych, którzy być może nie osiągnęli sławy ogólnopolskiej, o których świat poza Gnieznem może nawet nie słyszał. Bo to znaczy, że my prości mieszkańcy szanujemy pamięć o ludziach, którzy w ten czy inny sposób tworzyli to miasto. Tak mało mamy tej dbałości u radnych i w urzędach, plebiscyt jest szansą pewnego nacisku, by wreszcie w tym mieście szanować kapitał ludzki, jeśli nie wśród żywych to choćby wśród tych którzy odeszli. Oczywiście nie wystawimy im wszystkim pomników, może to dobrze, bo gdyby powstali tak zdeformowani jak święty z ulicy Łubieńskiego.

A jednak gdyby tak choć ten Leon Galiński z dudami stanął skromnie i przewodnicy opowiadaliby, że kiedy się potrze ustnik dudów to szczęście murowane to pewnie byłby ten ustnik wytarty jak nos Kopernika w Olsztynie. Tak na koniec zachęcając do udziału w tym plebiscycie do zgłaszania kandydatów chciałbym wkleić dwa przykłady uhonorowania prostych zwyczajnych ludzi, którzy jednak w swoich miastach zostali uznani za wybitnych. Pierwszy nawet nie pamiętam imienia człowiek, który kiedyś tak dobrze sprzątał ulice Aachen, że doczekał się pomnika. O drugim z Gorzowa wiem już więcej – Szymon Gięty to taki trochę „kloszard” ze świadomego wyboru do PZPR-u zapisać się nie chciał, z komuną był na bakier. – To był dusza człowiek, nic nie miał a pomagał wielu ludziom, a był przy tym kulturalny i taki oczytany, pracował dorywczo, zbierał złom, a komunie się nie dał – wspominała mieszkanka Gorzowa. I co? Społeczeństwo postawiło mu opodal dworca prosty wzruszający pomnik. Wcale nie porównuję naszych wybitnych z Szymonem – rzecz w tym, że o takich ludziach jak wymienieni wcześniej pamięć jest już tylko w nas jeśli jej nie zaznaczymy choćby takim plebiscytem – następne pokolenia już się o nich nie dowiedzą. I wyszedł mi strasznie długi i nieco patetyczny tekst, a nie zmieściła się nawet jedna dziesiąta wybitnych...

Jarosław Mikołajczyk