Kobieta Hendrix: gitara i rosół
Dodane przez admin dnia Październik 25 2011 10:00:00
Z-star właściwie Zee Gachette urodziła się w Hackney, w East London. Matka pochodziła z Trynidadu, modelka Lisa Yeates znana jako Schultzi ojciec muzyk basowy i doradca biznesowy Kenneth McKell. Jej życie rozpostarło się pomiędzy Trynidadem, Stanami Zjednoczonymi i Londynem. Dzięki swojej wytrwałej pracy i wierności rockowej emocjonalności otrzymała British Awards a Jimmi Page powiedział o niej „Zee to siła natury”. Świetnie toczy się jej kariera solowa, ale też nierzadko występuje obok najlepszych: Terry Callier, Max Sedgely, Bluey Maunick, George Benson, Nigel Kennedy. Na koncertach hipnotyzuje publiczność, prywatnie lubi gotować dla przyjaciół i przepada za polskim rosołem. Po koncertach w Gnieźnie i Poznaniu rozmawiał Jarek Mixer Mikołajczyk
Treść rozszerzona
- Jesteś po trasie Tribute To Jimi Hendrix z grupą Jarka Śmietany, jak zaczęła się wasza współpraca.
- Początek naszej znajomości był dość szczególny. Poznałam Jarka przez wspólnego przyjaciela, Nigela Kennedy, na jego weselu w podziemnym klubie jazzowym w Krakowie. Można jednak powiedzieć, że staliśmy się bliskimi przyjaciółmi podczas trasy z projektem Hendrix Kennedy. Jarek mówił o współpracy, że może byśmy grali coś razem. Jestem wielką fanką Jarka jako gitarzysty ale też jak wspaniałego człowieka.

- Jak odbierasz granie Hendrixa z polskimi muzykami.
- Czuje się legendę! Stanąć na scenie razem z Jarkiem i Wojtek (Karolakiem) i innymi polskimi bardzo utalentowanymi facetami... To dla mnie niesamowicie świeży powiew, nie ważne jak wiele mil ci muzycy mieli do ​​przejechania na koncert, zawsze grają do ostatniej kropli energii, emocji i potu. To poczucie wspólnoty, zaufania i szacunku dla siebie, które zawsze mi daje granie z nimi.

- Musi być dużym wyzwaniem zmierzyć się z legendą Hendrixa, a jak to przychodzi Tobie?
- Hendrix miał dużo ognia, pasji, energii, łączył niesamowite show z świetną techniką. Był urodzonym muzykiem, jego gitara była przedłużeniem jego samego. Kiedy wracam do Hendrixa faktycznie czuję tak jakby przeniósł mnie do rockowych korzeni, to daje mi wolności fizyczną na scenie. Uwalniam się jako wykonawca wykonawca, od myślenia, można sobie wyobrazić, że jestem absolutnie w swoim żywiole, kiedy zapala się zielone światło i płyną pierwsze dźwięki „Crosstown Traffic” - wspaniałe uczucie!

- Kobieta bez hendrixowskiej elektrycznej gitary...Jednak Twoja ekspresja na scenie i sposób w jaki śpiewasz czy zwracasz się do publiczności, sprawia, że ludzie zaczynają wierzyć w inkarnację Jimiego...
- Ach, ale za to gram na gitarze akustycznej, która przetrwał pożar domu:) Wierzę, że wszyscy jesteśmy w jakiś sposób połączeni, wyobraź sobie kosmiczny ocean energii, która karmi każdą istotę na Ziemi i poza nią... Kiedy staję na scenie jestem pełna energii moich przodków, moich inspiracji to jednak tworzy moją autentyczność. To łatwe do wykonania wizualne porównanie, ale czasami naprawdę można poczuć się jak „Love Child” Hendrixa i Niny Simone - jak niektórzy spekulują chyba w jakiejś włoskiej gazecie właśnie pisano o mnie jako o dziecku miłości Hendrixa i Simone. Chodzi tak naprawdę o energię i intencje. To pewnie miał na myśli Jimi Page kiedy mówił, że jestem „siłą natury” po moim wykonaniu Voodoo Child.

- Jimi Hendrix czy the Doors to wykonawcy po których często sięgasz. Czy jest coś szczególnego co fascynuje Cię w rewolucji kulturalnej lat 60-tych?
- To pokolenie jest dla mnie bardziej wiarygodne bardziej wierzę artystom tamtego okresu niż w jakimkolwiek innym czasie. To była era autentycznej ekspresji: koloru, sztuki, i rewolucji społeczno-kulturowej. Jestem naprawdę zatopiona w energię z tamtych czasów. Kiedy przez Ziemię przetoczyły się kamienie, i metaforycznie i w odniesieniu do Rolling Stones jako zespołu – otworzyły się drzwi percepcji na wiele zamkniętych wcześniej spraw. To przede wszystkim czas wolności i początek nowożytnego działania na rzecz pokoju.

- To już ponad 10 lat od pierwszych dźwięków albumu, Voodoo Dragon Risin płyty mocnej i bardzo energetycznej. Ostatnia płyta Living Room Sessions, jest chyba bardziej stonowana, które z płyt jest tobie dziś bliższa? Co sprawia, że Living Room Sessions jest wyjątkowa?
- Oba nagrania są dla mnie czymś wyjątkowym. Voodoo Dragon Risin została nagrana w mojej sypialni na czterościeżkowym magnetofonie. Nagrałam sama 80% instrumentów na tej płycie. To był okres przejściowy w moim życiu, mocno wracałam do Trynidadu, do moich korzeni, stąd sporo dźwięków tropikalnych właściwie nagranych lo-fi. Wspaniałą rzeczą jest dla mnie to, że to nagranie utorowało drogę do innych moich projektów, jak Slow Train Soul. Grałam akustycznie na londyskim Brick Lane w klubie The Vibe Bar kilka lat temu i wtedy rodził się pomysł, aby zrobić kilka sesji unplugged dla fanów właśnie w salonie. W nagraniu Living Room Session towarzyszył mi Diogenes Baptisttella na gitarze. Album został nagrany w piwnicy szefa salonu Diesla, w włoskim Bassano del Grappa, podczas pełni...na niebie milion gwiazd wokół blasku świec i garstka fanów. Piękne przeżycie.

- Po wejściu w publiczności w czasie koncertu, śpiewasz, i niemal szepczesz do ucha widza, przysiadasz się do ludzi - tworzy niesamowitą atmosferę ... ale cały czas jesteś zanurzona w muzyce ... Jak to się robi?
- To właśnie czyni mnie niezwykle szczęśliwą móc śpiewać dla ludzi i łączyć się z nimi w ten sposób. Uwielbiam być blisko ludzi. Kiedy jestem na scenie to jest to czego się spodziewają, ale kiedy jestem obok nich i widzę zdziwienie i uśmiechy na twarzy, ciepło w oczach to jest wspaniałe uczucie ludzkiej wspólnoty.

- Hipnotyzujesz publiczność, czuje się, że Ty też jesteś w artystycznym transie, publiczność ma wrażenie, że jesteś w ekstazie... Wygląda na to, że pozwalasz sobie odpłynąć, jesteś spontaniczna - czy to wszystko po prostu perfekcyjny teatr?
- Jestem naprawdę zatopiona w energię drgań, w wibrację dźwięków. Tak jestem, jestem spontaniczna i czasami nieprzewidywalna, (nawet do siebie!) Ale jestem zawsze osadzona w muzyce. Musisz być obecna na jednej scenie z innymi muzykami. Uwielbiam odjazdy spacery na poboczach utworów to trochę jak rzucanie w przepaść i nurkowanie, co pozwala ustawić skrzydła i swobodnie spadać.

- Kiedy masz czas dla siebie, jesteś w domu jak odpoczywasz?
- Lubię pisać, to trochę jak praca ale i odpoczynek, poza tym zwyczajnie pewnie jak każdy, oglądam filmy, czytam sporo przebywam obcując z przyrodą. Bardzo lubię słuchać muzyki na żywo w Brighton. Cenię tez spotkania z przyjaciółmi.

- Stereotyp nadal wpisuje kobietę w krzątanie się po kuchni. Generalnie łamiesz stereotypy, ale czy lubisz gotować? I czy prawdą jest ze lubisz polski rosół?
- Nie wpisuję się w stereotypy, myślę, że jednostka ma wielką siłę, która wykracza poza pudełka i szufladki. Jeśli chodzi o gotowanie lubię to robić dla kogoś – wtedy sprawia mi to satysfakcję. I prawdą jest, że jestem uzależniona od rosołu.

- Co zrobiło na Tobie najlepsze wrażenie w Polsce, czy byłoby coś co się Tobie nie podoba w naszym kraju?
- Pozytywne wrażenie w Polsce to przede wszystkim bardzo ciepli otwarci ludzie, potem muzycy, i jedzenie. Podobają mi się też wasze krajobrazy. Wydaje mi się, że nie mam jakiś złych wrażeń z Polski, tak naprawdę nie było czegoś takiego. Myślę, że Polska przyszła do siebie po wyczerpujących blisko 70 latach, począwszy od II wojny i holocaustu, który niszczył nie tylko polskich Żydów ale i Polaków przez komunizm to bardzo doświadczony kraj. Polska jest twarda, a na mnie pozostawia zawsze najlepsze wrażenie.

- Piękna kobieta na rockowej scenie, to oczywiście dziś nic nowego. Ale Twoja kariera kompletnie pozbawiona jest rockowych skandali i awantur. Nie towarzyszą jej burdy i burzliwe życie... Pozostajesz wciąż subtelna i kobieca. Czy taka jest Twoja natura?
- Tak! Ale subtelność może być siłą!

- Na koniec: jaki jest Twój normalny dzień pracy, ile poświęcasz czasu na „robienie” muzyki? Skąd czerpiesz natchnienie?
- To zależy, czasami jestem zanurzona w muzyce, po 8-10 godzin, w większości jednak dzielę swój czas między studio a trochę pracy w biurowej. Inspiracja dla mnie jest wszechobecna mogę szukać natchnienia i nigdzie nie znaleźć to po prostu trzeba poczuć.

- Dziękuję serdecznie za rozmowę.
- Dziękuję i pozdrowienia dla fanów i pięknych kobiet z Polski.

(wywiad autoryzowany)