„Francois” - ten film trzeba zobaczyć!
Dodane przez admin dnia Listopad 13 2012 18:00:00
Prapremiera tego wyjątkowego obrazu odbyła się 30 września w Gościeszynie. Mieszkańcy Gniezna musieli troszeczkę poczekać by móc obejrzeć film w Pierwszej Stolicy Polski, ale – jak widać było po frekwencji – chcieli czekać. Wczorajsza premiera filmu „Francois” w Teatrze im. Al. Fredry zgromadziła ponad 300 widzów, którzy oprócz filmu „Francois” mogli zobaczyć kulisy tej produkcji, jak również inne dokonania osób tworzących Gnieźnieńską Grupę Filmową.
Treść rozszerzona
Zanim jednak zebrani obejrzeli film, na ekranie zaprezentowany został dorobek grupy, która zaczynała jako warsztaty telewizyjne w Centrum Kultury Scena to dziwna, a dzisiaj tworzy jako Gnieźnieńska Grupa Filmowa. Wszystkich zgromadzonych w teatrze powitał Krzysztof Zalaszewski, współscenarzysta „Francois”. - Witam na premierze filmu „Francois”. Tworzymy produkcje filmowe, telewizyjne a w ten sposób w który się przed chwilą zaprezentowaliśmy chcieliśmy się państwu przedstawić. Film „Francois” jest naszą najnowszą produkcją, można powiedzieć najmłodszym dzieckiem i bardzo się z tego powodu cieszymy. Film ten został już nagrodzony nagrodą publiczności podczas niedzielnej Offeliady – mówi K. Zalaszewski.

Po tych słowach przyszedł czas na film „Francois”, którego ponad 16 minutowa projekcja która u nie jednej osoby wycisnęła łzy wzruszenia połączone z podziwem dla kunsztu aktorów oraz ekipy filmowców. Pokaz zakończył się rzęsistymi oklaskami i owacją!

Film można od dzisiaj oglądać tutaj.

Gdy brawa ucichły na scenie pojawił się ponownie K. Zalaszewski i poprosił dyrektora Teatru, Tomasza Szymańskiego. - Z teatrem współpraca Gnieźnieńskiej Grupy Filmowej układa się bardzo dobrze. Stąd też tutaj, w tak zacnym miejscu mamy premierę filmu, ale w ubiegłym roku wypożyczyliście nam państwo, że się tak wyrażę, Michała Frydrycha (aktor Teatru im. Al. Fredry zagrał w filmie „Ruszyli! 18 grudnia 1918”- dop. red.). W tym roku także pomogliście nam, bo te pierwowzory mundurów też podpatrzyliśmy w teatrze i to nam pomogło dalej szukać właściwego kroju – podkreśla. - Myśleliśmy, że te mundury nie przetrwają filmowej próby ognia i wody, ale dały radę. I dlatego te stroje, mundury napoleońskie, te piechurskie szable oraz te sukienki przekazujemy właśnie dla teatru – dodał.

- Chętnie je przyjmiemy pod warunkiem, że będziecie państwo z naszych magazynów korzystać, a trochę tego jest. Zatem przy najbliższych produkcjach będziemy dalej działać jako twórcy i będziecie mogli skorzystać z naszych magazynów – podziękował dyrektor teatru.

Po tych wypowiedziach zebrani mogli zobaczyć jeszcze jeden film – kulisy powstania „Francois”. Od dzisiaj można ten film obejrzeć tutaj.

„Francois” nie koniecznie zabili Polacy
Po premierze był czas na rozmowy z aktorami i twórcami filmu. - Z tego co można zauważyć, zarówno w trakcie samej projekcji, jak i po, widać, że publiczność dobrze się bawiła oglądając film „Francois”. Emocje które mi towarzyszyły podczas tej premiery to przede wszystkim radość, że w końcu udało się to dopiąć, zobaczyć taki efekt. Kiedy kręciliśmy ten film, nie przypuszczałem, że to będzie aż tak wyglądało. To była moja pierwsza styczność z filmem od drugiej strony, dlatego tym bardziej było mi miło oglądać tak dobry efekt – mówi Sebastian Błochowiak, odtwórca tytułowej roli „Francois”.

Pytany o to, jak przygotowywał się do tego filmu zaznacza, że trwały one pod postacią warsztatów w Hotelu Atelier, gdzie były próby poszczególnych scen. - Ćwiczyliśmy pewne zachowania, gesty i to były nasze przygotowania – podkreśla. - Czy mi smutno, że zginąłem? Wielu żołnierzy wtedy zginęło. To jest także opowieść o tych żołnierzach, którzy polegli nie tylko na ziemiach polskich, ale także pod Moskwą walczą z armią carską, chcąc wyzwolić tę część Europy. To jest również opowieść o tych Polakach, którzy walczyli w armii Napoleona – wskazuje. - Jedno co trzeba pamiętać, to fakt, że ten żołnierz zginął na ziemiach polskich, ale to nie znaczy, że zabili go Polacy. Trzeba pamiętać, że były wtedy silne mniejszości narodowe mieszkające na ziemiach polskich. Czy to Polacy, czy Prusacy chcący wziąć odwet. Nie ma źródeł aby to potwierdzić, ale trzeba pamiętać, że to niekoniecznie musieli zrobić Polacy – dodaje S. Błochowiak.

Film po francusku
W drugą główną postać filmu – to trzeba podkreślić filmu w języku francuskim – wcielił się Przemysław Wilk grający kompana „Francois” - Nicolasa. - Do gry w filmie w języku francuskim przygotowywaliśmy się w szkole języków obcych na Winiarach. Tomek Góralczyk napisał nam role, jakie mamy mówić i my tylko uczyliśmy się wymowy tych scen po francusku. A w większości był narrator – mówi P. Wilk.

Zapytany, czy sceny realizowane w nocy, w ciężkich warunkach nie sprawiały kłopotów? - Staraliśmy się jak najbardziej wczuć się w te role żołnierzy, którzy w takich, albo i gorszych warunkach, walczyli. A ponieważ odgrywaliśmy żołnierzy to musieliśmy w takich warunkach grać, by było to wiarygodne – przyznaje. - Staraliśmy się najlepiej jak umiemy, bo nikt z nas nie jestem zawodowym aktorem, ale wkładaliśmy w to serce. Dla wszystkich z nas był to pierwszy film, także reżyser zwracał uwagę na wiele rzeczy, dzięki temu taki efekt – dodaje i przyznaje, że fajnie jest, iż ludzie go rozpoznają i doceniają trud włożony w ten film, ale w żaden sposób nie czuje się gwiazdą. - Chcę pozostać takim człowiekiem, jak byłem do tej pory – deklaruje.

Scena batalistyczna
Na widzach oglądających w teatrze film „Francois” ogromne wrażenie zrobiła scena batalistyczna. Zapytaliśmy więc Tomasza Góralczyka, reżysera filmu, jak ona powstała? - Staraliśmy się, żeby jak najbardziej oddać tamtejszą rzeczywistość, również tę scenę bitewną. Trzeba przyznać, że większość to są efekty komputerowe, ale mieliśmy też trochę pirotechnicznych spraw na planie i musieliśmy sobie z tym poradzić – wyjaśnia.
A producent filmu Piotr Robakowski dodaje, że scena ta składała się z 48 klatek, czyli z niespełna dwóch sekund, a montowana była przez dwa dni! - W tej scenie ucieka kilku żołnierzy, a my mieliśmy tylko dwa mundury. Każda sekunda to 25 klatek. W każdą klatkę wmontowane zostało siedem osób! - zaznacza.

To nie tylko film!
Gdy już mowa o producencie „Francois” Piotrze Robakowskim, warto podkreślić, że – co on sam zaznacza – że ten film to nie tylko film. - Nie byłoby tego filmu gdyby nie ta historia. I to było najważniejsze. Gdyby nie ten grób francuskiego, bezimiennego żołnierza armii napoleońskiej, gdyby nie ci ludzie, którzy się tym grobem opiekują, to filmu by nie było – wyjaśnia.

P. Robakowski pytany kto najbardziej pomógł ekipie przy realizacji tego obrazu przyznaje: - Tak naprawdę sami sobie pomogliśmy. Sami finansowaliśmy ten projekt. Nie mieliśmy żadnego wsparcia już nie powiem że ze strony władz, ale tak naprawdę pieniądze udało się zdobyć tylko dzięki w większości znajomym, grupa też się dołożyła. Stąd powstała Gnieźnieńska Grupa Filmowa, a nie eSTeDeTV – wskazuje. - Pomogli nam też ludzie. Chociażby mieszkańcy Gościeszyna, Gołąbek. Potrzebowaliśmy konia, potrzebowaliśmy wóz, to były. Na każdym kroku mieliśmy ogromne wsparcie, chociażby Muzeum Początków Państwa Polskiego. Wysłaliśmy maila i po 15 minutach mieliśmy odpowiedź, że podoba się ten pomysł i robimy to! - przyznaje.

Pytany o kolejne projekty Gnieźnieńskiej Grupy Filmowej, odpowiada, że będą ponieważ grupa jest bardzo zaangażowana. - Widać ogromną pasję. Nie tylko ja, ale przede wszystkim oni chcą to robić, bo robimy to w wolnym czasie. Ja mam swoją pracę, Mariusz, Krzysztof mają swoją pracę, ale są też studenci, czy uczniowie szkół, i oni też muszą znaleźć czas na dodatkową pracę. I im się cały czas chce i to jest najfajniejsze. Nie ma tej bariery „nie róbmy tego”, oni cały czas prą do przodu, są nowe pomysły. Pracujemy teraz nad kilkoma rzeczami, nie chce jeszcze zdradzać co to będzie, bo trwają rozmowy w grupie, gdyż to oni będą decydować co będzie kolejną produkcją – zapowiada.

Wypowiedź P. Robakowskiego uzupełnia K. Zalaszewski: - Jest mnóstwo pomysłów, dlatego, że tematy nawet się pojawiły gdy byliśmy z telewizją na grobie. Jest ciekawa historia o kimś, kto uratował niemieckiego żołnierza w czasie gdy do Wielkopolski wchodzili Rosjanie, ale myślę, że z tą produkcją jeszcze poczekamy. Gdzieś tam po głowie krąży nam ten pomysł, żeby zrobić taki dokument – mówi Krzysztof Zalaszewski, współscenarzysta „Francois” i dodaje, że jest też pomysł by zainteresować się tematem zielarek spalonych pod Gorzuchowem w gminie Kłecko. - Myślę, że temat bardzo ciekawym, tym bardziej, że można na niego inaczej dzisiaj spojrzeć – zaznacza.

„Było to wzruszające”
A co o filmie sądzą widzowie? Wśród ponad 300 osób będących na premierze w teatrze dostrzegamy historyka Roberta Gawła. - Jestem pod wrażeniem od pierwszych ujęć. Najbardziej mnie zaskoczyło to, że film jest po francusku, z napisami! Widziałem od samego początku, że przyłożyli się z wielkim profesjonalizmem. Bardzo mnie poruszył montaż, szczególnie tej sceny batalistycznej i pięknie uchwycone krajobrazy wokół Gniezna. I gra aktorów. Wszystkie elementy w całej produkcji tego filmu zasługują na nasz wielki szacunek i uznanie – mówi Robert Gaweł. - Co do strony historycznej to powiem, że jest to bardzo prawdopodobne, że tak się mogło stać. Ogromna armia francuska, wielka armia szła w dwie strony w 1812 roku. Sama ta opowieść o tym grobie, o tym, że są ludzie którzy zajmują się... Było to wzruszające. Z wielkim wzruszeniem ten film obejrzałem i cieszę się, że on właśnie powstał w Gnieźnie. Jest to profesjonalny dokument przybliżający nam czasy, oczywiście sfabularyzowane bardzo, ale ciekawe czasy kiedy to wszystko tutaj inaczej wyglądało. Ale ludzie z pokolenia na pokolenie pamiętają i to jest piękne, wielkie przesłanie tego filmu – dodaje.

Karol Soberski

Na ten temat:
„Robimy to z pasją i każda minuta na planie jest dla nas dużą radością”
„Francois” w Gościeszynie
„Jest to opowieść o cierpieniu, miłości, ale też o tęsknocie za domem”