Z Żydowa do najpiękniejszego drewnianego, barokowego kościoła w Europie!
Dodane przez admin dnia Lipiec 10 2012 12:00:00
Towarzystwo Przyjaciół Żydowa realizuje program „Cudze chwalicie, swego nie znacie” w ramach którego członkowie Towarzystwa poznają najpiękniejsze miejsca w naszym regionie. W ramach tych wyjazdów m.in. zwiedzili i poznali historię katedry gnieźnieńskiej i Wzgórza Lecha. W minioną zaś niedzielę pojechali zobaczyć Gąsawę i Biskupin. W planach są już kolejne wyprawy w miejsca znajdujące się blisko nas, a tak naprawdę przez wielu nieznane.
Treść rozszerzona
Niedzielny wyjazd Towarzystwa Przyjaciół Żydowa rozpoczął się od Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie, gdzie oglądali wystawę „Początki państwa polskiego”. Ogromne wrażenie, które na zwiedzających robiły eksponaty wystawione na tej ekspozycji popsuł nieco fakt, że jeden z trzech filmów zrealizowanych w technice 3D – pokazujące relacje rozgrywające się między postaciami historycznymi: Mieszkiem I, Bolesławem Chrobrym, św. Wojciechem i cesarzem Ottonem III – nie został wyemitowany na skutek awarii.

Nie zrażeni tą „złośliwością rzeczy martwych” uczestnicy wyprawy pojechali do Gąsawy, po drodze oglądając w Marcinkowie Górnym pomnik zamordowanego tam w 1227 roku księcia Leszka Białego.

W najpiękniejszym barkowym kościele w Europie!
W Gąsawie grupę z Żydowa powitał ks. Ryszard Kwiatkowski, proboszcz tutejszej parafii pw.św. Mikołaja, który sprawuje posługę duszpasterską w Gąsawie już od 30 lat! Po uczestnictwie we mszy św., grupa przez ponad 30 minut słuchała z zapartym tchem wspaniałej opowieści o historii świątyni i parafii, o zabytkach znajdujących się w kościele oraz o skarbie odkrytym tutaj przed trzynastoma laty, czyli malowidłach znajdujących się na ścianach świątyni.

- W miejscu w którym się znajdujemy był prawdopodobnie kościół już w roku tysięcznym. Dlaczego mówię prawdopodobnie, dlatego że ta faktografia jest niepewna. Otóż 200 lat później, po tym 1000 roku, jest tutaj wizytacja biskupia i ta zacna persona zachwycona wizytowaniem swój zachwyt wyraża w protokole po wizytacji. I na końcu dodaje, że na tym miejscu był kościół w roku 1000. Ale biskup zapomniał dopisać, gdzie to wyczytał, jakie jest źródło jego wiedzy – zaczął swoją opowieść o kościele ks. R. Kwiatkowski.

Dalej proboszcz opowiada, że Gąsawa była przed wiekami piękną i ważną miejscowością, i starszą od Biskupina. - Przed dwoma laty w Gąsawie, przy wylocie na Żnin odkryto poprzez zdjęcia lotnicze osadę starszą o kilkaset lat od Biskupina – zaznacza. - W 1145 roku powstała już fara gąsawska. Ten kościół wybudowano około roku 1625 i wybudowali go kanonicy regularni z Trzemeszna - dodaje.

Ks. Ryszard podkreśla, że świątynia w Gąsawie ma trzy główne walory, które bardzo wysoko stawiają go w kategorii skarbów sztuki. Pierwsza cecha to architektura kościoła, druga cecha to zabytki ruchome czyli sześć ołtarzy znajdujących się w gąsawskim kościele. - Świątynia pełni rolę sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia a w ołtarzu głównym znajduje się cudowny obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem z XII wieku, który jest zakrywany obrazem z wizerunkiem św. Mikołaja. Ołtarze mają około 400 lat i stały kiedyś w Trzemesznie – mówi ks. Ryszard.

Ponadto – jak opowiada ks. Ryszard – na belce tęczowej znajduje się Grupa Ukrzyżowania i jest ona starsza od kościoła. - Albo przeniesiona z wcześniejszego, rozebranego kościoła, albo nabyta u rzeźbiarzy. I to jest gotyk. Szczególnie piękna jest Matka Boża Bolesna to znaczy ból jest piękny – wskazuje proboszcz. - Równie piękna jest chrzcielnica z epoki renesansu, która najbardziej się podoba ludziom sztuki. Ona stała w kościele dominikanów w Żninie i kiedy ten kościół rozbierano to ta chrzcielnica trafiła do nas – dodaje i pokazuje jeszcze organy, niedawno odnowione z 1815 roku oraz dobudowaną w 1817 roku do drewnianego kościoła murowaną kaplicę w kształcie rotundy pw. św. Antoniego.

Zapomniany skarb, czyli archeologiczna sensacja
Trzeci walor świątyni w Gąsawie to odkryte przed trzynastoma laty XVII-wieczna polichromie. - Gdybyście tu byli wiosną, przed 13 laty, to tego malarstwa byście nie widzieli. Ja tu jestem już 30 rok i mi się nie śniło, że coś takiego cudnego tutaj jest – mówi. - Gdy były zabory, tu byli Prusacy i oni w ramach Kulturkampfu niszczyli kościoły, kasowali zakony. I tutaj przyszedł ksiądz z Gniezna, wielki patriota ks. Teofil Kegel i zaczął on kościół ratować, a był to rok 1850. Cały dach zmienił, zrezygnował z gontu, a położył łupek i do dzisiaj jest to na kościele. Kościół ratował, a w pewnym momencie zabrakło mu pieniędzy, a wnętrze kościoła popadało w ruinę. I wtedy wpadli na pomysł tynkowania ścian – kontynuuje. - Gdybyście tu byli w czerwcu 1999 r. to z zewnątrz drewno, a wchodząc do środka zaskoczenie, bo jest tynk. I na tym tynku przez 150 lat malowano różne rzeczy. Natomiast o tych malowidłach zapomniano, chociaż jakieś 20 lat temu starzy gąsawiacy mówili mi, że w naszym kościele były malowane diabły. I to pamiętali! - dodaje.

Dalej ks. Ryszard zaznacza, że polichromie odkryto przypadkowo w 1999 roku, gdy kończył się drugi rok ratowania kościoła (groziła mu bowiem katastrofa budowlana). - Gdy górale, którzy pracowali przy tym kościele zdjęli jedną z belek znajdujących się na tynku zobaczyli twarz św. Augustyna. Było to sensacyjne odkrycie po 150 latach. Wówczas komisja nadzorująca remont kościoła pojechała do Archiwum Archidiecezjalnego w Gnieźnie gdzie znaleziono informację, że w XVIII wieku wszystko wymalowano – wyjaśnia. - Malowidła te były bardzo zniszczone, ale współczesna sztuka konserwatorska sobie z tym poradziła i efekt tych prac widzimy dzisiaj. Przez dwa lata studenci z Torunia ściągali te tynki i czyścili chlebem te obrazy i codziennie kupowałem około 30 bochenków chleba – dodaje. (więcej o świątyni w Gąsawie już wkrótce w naszym portalu).

Na koniec swojej opowieści ks. Ryszard Kwiatkowski zaznacza, że kościół w Gąsawie to najpiękniejszy, drewniany, barokowy kościół w Europie! Ostatnim akcentem pobytu w świątyni było podziękowanie – w postaci pamiątkowego obrazu – które na ręce księdza Ryszarda złożył Tadeusz Szymanek, przewodniczący Towarzystwa Przyjaciół Żydowa.

Do Silverado City
Z Gąsawy - gdzie był też czas na obiad - grupa ze śpiewem na ustach (w repertuarze były znane piosenki legionowe, wojskowe i ludowe) pojechała do Bożejewiczek, gdzie znajduje się bardzo popularne, szczególnie wśród dzieci miasteczko westernowe Silverado City.

Tam w świecie Dzikiego Zachodu można było zobaczyć m.in. pokazy kaskaderskie, pokazy rewolwerowców oraz najbardziej widowiskowy z użyciem środków pirotechnicznych napad na bank. Jednak największym zainteresowaniem cieszył się Saloon.

Biskupin - „Polskie Pompeje”
Ostatnim punktem na mapie tej wyprawy był Biskupin,po którym oprowadzała przewodnik Małgorzata Starak-Juchniewicz. - Swoją sławę Biskupin zawdzięcza odkrytej w 1933 roku przez nauczyciela Walentego Szwajcara i jego uczniów osadzie. Ze względu na to, że poziom wody w jeziorze się obniżył, pan Szwajcar dostrzegł sporą ilość drewnianych pali. To go bardzo zaintrygowało i zainteresował swoim odkryciem dział Muzeum Przedhistorycznego Wielkopolskiego w Poznaniu, czyli późniejsze Muzeum Archeologiczne – mówi przewodnik. - Dzisiaj na półwyspie znajduje się rezerwat archeologiczny z rekonstrukcją osady prehistorycznej – dodaje.

Dalej przewodnik zaznacza, że po odkryciu W. Szwajcar skontaktował się ze światowej sławy archeologiem prof. Józefem Kostrzewskim, który jeszcze jesienią 1933 roku przyjechał do Biskupina i podjął decyzję o rozpoczęciu prac wykopaliskowych.

M. Starak-Juchniewicz podkreśla, że na tym półwyspie 2750 lat temu, czyli w połowie VIII wieku przed narodzeniem Chrystusa ludność kultury łużyckiej zbudowała sobie obronne, warowne osiedle. - Półwysep Biskupiński do dnia dzisiejszego ma taką samą powierzchnię czyli około 2 hektarów i charakter grząskiej, podmokłej łąki. I oblewają go wody jeziora Biskupińskiego. Takich jezior na Pałukach mamy 130 – wyjaśnia. - Jako, że nie znano wówczas jeszcze żelaza, gród w całości zbudowano z drewna. Te czarne pale wystające tutaj z tego bagna to jest autentyczne drewno archeologiczne. Ono ma 2750 lat. To co widać, to pozostałości wału obronnego. Wszystko to, co jest zbudowane na powierzchni to już czwarta z kolei rekonstrukcja, która powstała w skali 1:1 – dodaje.

Jak wyjaśnia M. Starak-Juchniewicz pierwszy sezon archeologiczny zaczęto w Biskupinie w czerwcu 1934 roku. Pod kierownictwem prof. Kostrzewskiego trwały badania tego stanowiska do wybuchu II wojny światowej, ale jeszcze przed 1939 rokiem Biskupin zyskał miano „Polskich Pompei”. - Powojennymi badaniami zajmował się asystent prof. Kostrzewskiego, późniejszy prof. Zdzisław Adam Rajewski. Prof. Rajewski badał do miejsce do 1974 roku i do tego czasu udało się zbadać to stanowisko w około 80 proc. Od 1974 r. nie były w Biskupinie wznawiane wykopaliska i w najbliższym czasie też nie będziemy ich wznawiać. Przede wszystkim dlatego, że nie zmieniły się metody badania drewna archeologicznego – wskazuje.

I tak wsłuchując się w opowieści pani przewodnik, grupa przez blisko godzinę zwiedzała osadę, jak i muzeum w Biskupinie. Można było też zobaczyć Zagrodę Wisza, gdzie Jerzy Hoffman kręcił zdjęcia do filmu „Stara Baśń. Kiedy słońce było bogiem”. Nie brakowało oczywiście pamiątkowych fotografii.

- Gród w Biskupinie przestał istnieć na przełomie VIII i VII wieku przed Chrystusem. I to nie na skutek napadu obcych plemion, tylko dlatego, że podniósł się poziom wody w jeziorze i gród został zalany – tymi słowami zakończyła swoją opowieść przewodnik.

Po opuszczeniu muzeum, przyszedł czas na posiłek i... powrót do domu. Blisko dziesięciogodzinna wycieczka po Pałukach zakończyła się około godz. 19.00, gdy autokar firmy pana Stasia Mazurka „Transstach” przywiózł uczestników do Gniezna i do Żydowa.

Jak stwierdził jeden z uczestników wyprawy: - My naprawdę nie wiemy, jakie skarby znajdują się w naszej okolicy. A są to skarby, których inni mogą nam pozazdrościć.
A już wkrótce kolejna wycieczka Towarzystwa Przyjaciół Żydowa.

Karol Soberski