„Nasze wojowanie wyglądało czasami jak machanie cepem”
Dodane przez admin dnia Lipiec 29 2012 07:30:00
Pomimo ciężkiego do zniesienia upału, szesnastu mężnych wojów z całego kraju stanęło do pucharowej rywalizacji w ramach Turnieju o Miecz Bolesława Chrobrego na Placu św. Wojciecha, który był jednym z punktów Koronacji Królewskiej. I choć warunki były naprawdę trudne, to emocji nie zabrakło i licznie zgromadzona publiczność mogła ekscytować się niezwykłymi potyczkami silnych herosów.
Treść rozszerzona
Tegoroczna edycja Turnieju o Miecz Bolesława Chrobrego uległa pewnym modyfikacjom. Przede wszystkim, wprowadzono jednolitą średnicę tarcz, która wynosiła 70 cm, zdecydowano się także mierzyć miecze, których dopuszczalna masa wynosiła od 1,2 kg do 2 kg. Potyczki odbywały się w ringu, którego wymiary wynosiły 12 m x 8 m. Każdemu pojedynkowi, który trwał trzy minuty, uważnie przyglądał się sędzia ringowy a także dwóch sędziów bocznych oraz dwóch sędziów pomocniczych.

O tym, jak zawodnicy powinni rozgrywać swoje walki mówi nam Maciej Kuźniewski z Grupy Widowisk Historycznych „Comes”. – Bardzo ważne jest to, aby odpowiednio rozegrać te zawody zarówno pod względem siłowym, ale także technicznym i taktycznym. W ciągu trzech minut, bo do takiego czasu ograniczyliśmy nasze potyczki, należy pokazać pełen wachlarz swoich umiejętności i wierzę w to, że wszyscy uczestnicy będą walczyć zgodnie z tą zasadą. Trzeba mieć jednak na uwadze, że dzisiejsze warunki są drakońskie, bowiem wysokie temperatury nie sprzyjają tak ubranym wojownikom – stwierdza M. Kuźniewski.

Na tegoroczny turniej ściągnęli śmiałkowie z Inowrocławia, Poznania, Bydgoszczy i innych ośrodków, w których pielęgnuje się tradycje wojowników słowiańskich. Pierwsze potyczki okazały się być zaledwie preludium do decydujących walk sobotniego popołudnia. Wielu wojowników walczyło tak zapamiętale, że omal nie dochodziło do wypadnięcia poza ring. Jest to dowodem na to, że poziom adrenaliny oraz chęć wygranej były tak ogromne, że wszystko co działo się dookoła było nieistotne. Takie nastawienie wojowników spodobało się zgromadzonej widowni, która brała aktywny udział w dopingu poszczególnych zawodników.

W swoich czterech walkach najlepszy okazał się Maciej Jacek Dutka pseudonim „Szatan” z ogólnopolskiego Bractwa Wojowników „Kruki”. – Gniezno to dla mnie szczęśliwe miejsce, bowiem dwa lata temu doszedłem tutaj do półfinału. Zwycięstwo cieszy tym bardziej, że stawka była naprawdę wyrównana i nikt nie mógł być pewien swego. Muszę przyznać, że ze względu na pogodę nasze wojowanie wyglądało czasami jak machanie cepem, zwłaszcza na początku. Na szczęście, daliśmy radę i wszyscy szczęśliwie zakończyli te zawody – przyznaje „Szatan”.

Nagrodą dla zwycięzcy był miecz, hełm oraz rękawica, które wręczył Czesław Kruczek, wiceprezydent Gniezna.

Paweł Brzeźniak