Książę Bolesław okazał łaskę złoczyńcom!
Dodane przez admin dnia Lipiec 28 2012 18:00:00
W dawnych średniowiecznych czasach wielu ludzi utrzymywało się z grabieży i innych niecnych uczynków. Część z nich, dopuszczała się gwałtów oraz ciężkich przewinień w stosunku do swoich ziomków. O tym, jak ich wówczas traktowano, można było dowiedzieć się z widowiska teatralnego pt. „Kat i skazańcy”, zrealizowanego przez Grupę Widowisk Historycznych „Comes” na Placu św. Wojciecha w Gnieźnie w ramach „Koronacji Królewskiej”.
Treść rozszerzona
Liczni złoczyńcy siali popłoch w wielu średniowiecznych grodach. Złapanie ich na gorącym uczynku nie było łatwą sztuką, ale jeśli już to się udawało, skazaniec mógł być pewien, że nie spotka go przyjemny los. Z całą pewnością można powiedzieć, że ówczesny „wymiar sprawiedliwości” miał bardzo niewiele wspólnego z ideami humanizmu, które zaczęto otwarcie deklarować wiele wieków później.

Kara za przewinienie musiała być stosowna do złego uczynku, którego dopuścił się skazaniec. Wielu z nich, nieświadomych decyzji osądzających, myślało, że grabieżczy żywot nie skończy się niczym złym oraz że można go wieść w nieskończoność, nie bacząc na żadne konsekwencje, a tym bardziej na krzywdę ludzką.

Pośród win, których autorami byli dwaj skazani na Placu św. Wojciecha, był gwałt. Sądzący nie zamierzali być tego dnia łagodni, toteż na złoczyńców czekała chłosta, zakucie w dyby, a także publiczne obwożenie w trakcie którego jeden z osądzonych został obrzucony kapustą i jabłkami przez zgromadzoną gawiedź. Trzeba przyznać, że to zajęcie sprawiło publiczności wiele satysfakcji, zwłaszcza najmłodszej części, która z lubością poniżała oskarżonego, postulując przy tym coraz to bardziej wymyślne kary.

Po kilkunastominutowych męczarniach, na twarzach skazańców można dostrzec wyczerpanie a także skruchę. Okrzyki zgromadzonych są coraz silniejsze, a wojowie czekają na brutalne zakończenie całego „procesu” wskazując, iż najlepszym rodzajem kary byłoby powieszenie. Na plac wkracza jednak książę Bolesław, na widok którego oskarżeni błagają o litość na klęczkach. I choć władca nie raz okrutnie rozprawiał się z nieprzyjaciółmi i złoczyńcami, to tym razem okazał ludzką twarz. Decyzją księcia, jeden z oskarżonych został puszczony wolno, a drugiemu obcięto rękę. Tym razem, kat nie został zaangażowany.

Organizatorem widowiska była Grupa Widowisk Historycznych „Comes” z Gniezna wspólnie z Edwardem Gramontem, założycielem Teatru „Terminus A Quo” z Nowej Soli, który wcielił się w postać księcia Bolesława. - Myślę, że było to dosyć przejmujące przedstawienie, które w zasadzie można nazwać happeningiem. Dlaczego? Ponieważ tutaj nie ma ustalonych tekstów, wszystko dzieje się bardziej spontanicznie. Mamy już pewne doświadczenie w realizacji „Kata i skazańców”, bowiem prezentowaliśmy je już kilkanaście razy – mówi Maciej Kuźniewski z Grupy Widowisk Historycznych „Comes”.

Paweł Brzeźniak